Trzecia Wojna Światowa: Fatalny błąd w Iranie
Trzecia Wojna Światowa: Fatalny błąd w Iranie …i dlaczego nic nie powstrzyma tej wojny oprócz klęski Stanów Zjednoczonych.
Tekst w oryginale ze względu na długość został podzielony na wiele wpisów.
Trzecia Wojna Światowa: Fatalny błąd w Iranie
…i dlaczego nic nie powstrzyma tej wojny oprócz klęski Stanów Zjednoczonych.
Wstęp: Taktyka salami
Wyobraź sobie ciężką kiełbasę salami leżącą na stole. To zwykle spora ilość mięsa – nie coś, co da się zjeść za jednym razem. Żeby porządnie się nią najeść, kroisz ją cienko i robisz kanapki. Plasterek po plasterku, rolka znika. Ale przez cały czas, aż do samego końca, nie czujesz, że naprawdę ubywa.
To jest klasyczna „taktyka salami” – i dokładnie ta sama zasada działa w każdym aspekcie życia i wojny. Zacznijmy od czegoś, co każdy zawodowiec od razu rozpozna.
Mobbing w biurze można opisać właśnie przez krojenie salami. Wyobraź sobie drobną przykrość – tak małą, że nie warto się odgryzać. Wszyscy wolimy wygodny spokój. Możesz nawet uznać to za pomyłkę. Ale to się powtarza, za każdym razem wchodząc trochę głębiej w twoją przestrzeń lub prawa.
Z każdym kolejnym plasterkiem twoja pozycja słabnie i stajesz przed tym samym dylematem: taniej jest odpuścić i mieć nadzieję, że więcej się nie zdarzy. Zanim się obejrzysz, zostałeś całkowicie zepchnięty na bok, z marnych perspektywami na przyszłość.
To najprostsza forma tego, co zwykle nazywamy przymusowym gradualizmem albo gradualistycznymi taktykami służącymi wielkiej strategii. W języku RAND to „rozciąganie i wykorzystywanie progów”. I dokładnie to samo zapoczątkowało obecną wojnę z Iranem – wojnę, która musi się rozszerzać, bo wszystkie sposoby jej zakończenia zostały już zniszczone.
To nie pierwszy raz. Inna wojna zaczęła się dokładnie przez ten sam błąd. Omówmy ją najpierw, zanim przejdziemy do tej, która właśnie się toczy i rozszerza się zarówno poziomo (geograficznie), jak i pionowo (w eskalacji).
O jakiej wojnie mówię? O drugiej wojnie światowej.

Przypadek szczególny: II wojna światowa
Traktat wersalski, który formalnie zakończył I wojnę światową, był dla Niemiec niesprawiedliwy. Ograniczał wielkość armii i marynarki, a przy tym oderwał spore części terytorium. Sytuacja była tak niestabilna, że wielką potęgę sprowadził do żałosnej egzystencji. Do tego doszły wyniszczające wpływy zdegenerowanego reżimu weimarskiego – i dojście Hitlera stało się nieuniknione.
Hitler chciał jednego: przywrócić Niemcom wielkość. Do tego potrzebował armii w najlepszej formie i terytorium rozszerzonego do naturalnych granic.
Po odbudowie armii zaczął odwracać postanowienia traktatu, zaczynając od najbardziej oczywistego punktu: [1] wprowadzenia żołnierzy do Nadrenii w 1936 roku. To miała być zdemilitaryzowana strefa między Niemcami a resztą Europy. Wielka Brytania była wówczas egzekutorem traktatu, a premier Stanley Baldwin uznał to za korektę niesprawiedliwego porozumienia.
Ambasador Hitlera, a wkrótce minister spraw zagranicznych Ribbentrop, odczytał to zupełnie inaczej: Wielka Brytania zobaczyła kolejny krok Niemiec i uznała, że nie warto dla niego ryzykować kolejnej katastrofalnej wojny. Remilitaryzacja Nadrenii była kluczowa dla niemieckiego zbrojenia – pozwoliła umocnić zachodnią granicę i skupić się na południu i wschodzie…
Następny ruch Hitlera to połączenie Niemiec z Austrią [2]. Dziś przedstawia się to jako aneksję (film „Dźwięki muzyki” utrwala ten obraz). Niemniej Wielka Brytania to zaakceptowała. W Austrii nie było protestów, wszystko odbyło się bez rozlewu krwi. Sprzeciw można było odczytać jako sprzeciw wobec prawa Austriaków do samostanowienia.
Zaledwie sześć miesięcy później, we wrześniu 1938 roku, Hitler zażądał Sudetów od Czechosłowacji [3]. Chamberlain był już nieco zaniepokojony. Anglia i Francja potraktowały to poważnie i zwołały konferencję monachijską. Hitlerowi powiedziano: możesz wziąć Sudety, ale żadnych dalszych żądań terytorialnych. To był sygnalizowany próg, ale bez żadnej realnej groźby działania. Chamberlain ogłosił to „pokojem za naszego czasu”.
Ribbentrop zobaczył to inaczej. Niemcy już kilkakrotnie złamały traktat wersalski i nikt nie zareagował. Zgodnie z zegarkiem, sześć miesięcy później Niemcy zajęły całą Czechosłowację [4].
To był ostateczny próg dla Wielkiej Brytanii. Chamberlain natychmiast wydał gwarancję Polsce: Wielka Brytania wejdzie w wojnę z Niemcami, jeśli suwerenność Polski zostanie naruszona. Ribbentrop uznał to za blef. I rzeczywiście – Niemcy zajęły Memel na Litwie (niemieckie terytorium odebrane po I wojnie) zaledwie kilka dni po Czechosłowacji [5]. Żadne państwo nie wydało żadnego oświadczenia.
Scena była gotowa na drugi największy błąd w historii ludzkości. Później udowodnię, że błąd z 28 lutego był jeszcze gorszy.
Inwazja na Polskę
Dokładnie sześć miesięcy po zajęciu Czechosłowacji Hitler i Stalin wspólnie najechali Polskę. Pretekstem był sfingowany incydent w Gleiwitz. Biorąc pod uwagę stałe tempo kolejnych inwazji, trudno było uwierzyć, że to nie było zaplanowane usprawiedliwienie wojny.
To zajęcie miało zabezpieczyć całą wschodnią flankę Niemiec i przygotować front zachodni do przyszłej inwazji. Ale Wielka Brytania nie zamierzała pozwolić na tę inwazję bez reakcji. Król Jerzy VI spełnił obietnicę premiera i dwa dni później wypowiedział Niemcom wojnę.
Wielka Brytania wiedziała, że Niemcy w końcu zaatakują Francję, sprzymierzą się z Włochami, a może nawet z ZSRR. Nie chciała czekać, aż będzie za późno – weszła do wojny natychmiast, gdy przekroczono jej próg.
To uruchomiło najtragiczniejszy rozdział w ludzkiej pamięci i katastrofy, z którymi wciąż się zmagamy.
Dziki wzrok Hitlera
Gdy przez radio popłynęła brytyjska deklaracja wojny, a z ambasady dotarł oficjalny telegram, który Hitlerowi przetłumaczył jego główny tłumacz Paul-Otto Schmidt, Hitler był wstrząśnięty. Wojna z Anglią – przynajmniej na tym etapie – nie była częścią jego planu. Chciał kroić Europę plasterek po plasterku i później osiągnąć zwycięstwo fait accompli. Wojna zniszczyła wszystkie jego plany wielkich Niemiec.
Schmidt wspomina natychmiastową reakcję Hitlera po tej wiadomości: odwrócił się do Ribbentropa z dzikim wzrokiem pełnym zdradzonego zaufania i warknął: „Co teraz?”.

Trzecia Wojna Światowa: Projekt dla Nowego Amerykańskiego Stulecia
PNAC to think-tank założony przez Billa Kristola i Roberta Kagana, uczniów Straussa. Ci w dużej mierze liberalni ludzie nazwali siebie neokonserwarystami i szybko znaleźli wsparcie w Partii Republikańskiej, która po zwycięstwie w zimnej wojnie i wielkim finale Pustynnej Burzy szukała nowej tożsamości.
Ich argument (choć nigdy nie ujęliby go w tych słowach) był prosty: świat cieszy się pokojem, ale Ameryka bez wrogów i konfliktów nie może w pełni wykorzystać swojej siły. Potrzebowali czegoś w rodzaju ustawy upoważniającej – jak hitlerowskie fałszywe flagi – która wprawi Amerykę w ruch wojenny. Wtedy można będzie uruchomić zbrojenia, broń jądrową i systemy obrony rakietowej.
(Oczywiście, jak dziś wiemy, mieli inny cel: chcieli uczynić Izrael wielkim, a przy okazji pozbyć się Ameryki, jaką znaliśmy, i przekształcić ją w coś zupełnie innego i podporządkowanego Izraelowi. Tego tematu w tym wątku nie poruszam.)
Gdy wprowadzili swoich ludzi do władzy – Dicka Cheneya, Donalda Rumsfelda i George’a Busha – dostali dokładnie to, czego chcieli dzięki fałszywej fladze 11 września. Natychmiastowym krokiem była inwazja na Afganistan po oskarżeniu Osamy bin Ladena i jego organizacji (kluczowego sojusznika USA przeciwko Związkowi Radzieckiemu). Świat dał się nabrać. USA dostały wsparcie praktycznie od wszystkich – nawet na ulicach Teheranu panowała tylko sympatia i solidarność. Nawet ja mocno popierałem USA. Mój wujek pracował w jednym z World Trade Center (na szczęście był wtedy poza stanem).
USA zajęły Afganistan i pokonały talibów, zdobywając poparcie wszystkich sąsiadów, w tym Iranu, oraz pełną siłę NATO, Australii, Nowej Zelandii i Sojuszu Północnego. Zwycięstwo przyszło szybko.
Zanim opadł pył, USA zaczęły przygotowywać grunt pod inwazję na Irak. Pretekst? Broń masowego rażenia. Tymczasem Amerykanie stworzyli nową klasę broni – niskowydajne nuklearne ładunki o minimalnym promieniowaniu resztkowym, pierwotnie przeznaczone do niszczenia bunkrów (RNEP). Zaczęli też budować różnego rodzaju systemy obrony rakietowej, których cel był dla postronnych niejasny.
Siedem krajów w pięć lat
Tuż po uspokojeniu się sytuacji w Afganistanie Wesley Clark ujawnił, że zaplanowano kolejne wojny. Cytując go dosłownie:
„W ciągu pięciu lat wyeliminujemy siedem krajów: Irak, Syrię, Liban, Libię, Somalię, Sudan i na końcu Iran”.
I proszę bardzo – choć kolejność i terminy się zmieniły, każdy kraj z tej listy został zaatakowany lub przejęty w jakiś sposób.
Wojna w Iraku (2003–2007)
Wojna w Iraku była inna. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzył w pretekst WMD. Poza tym jak Irak miałby je dostarczyć? Wojnę pchał Benjamin Netanyahu, który gwarantował „pozytywne reperkusje” na Bliskim Wschodzie po usunięciu Saddama Husajna. Co ciekawe, ten sam człowiek „przewidział” zniszczenie World Trade Center już w 1996 roku i powtarzał to później wielokrotnie.
Świat był podzielony, ale USA znalazły pewne wsparcie. Francja została poza wojną. Wielka Brytania i inni dołączyli. To nie było tak łatwe jak w Afganistanie. USA użyły broni masowego rażenia na lotnisku w Bagdadzie, żeby wymusić zwycięstwo – fakt potwierdzony przez źródła amerykańskie i irackie, a także niepodważalny dzięki ranom pewnego chłopca… ale to już szczegóły.

Syria wycofuje się z Libanu
Zaraz po zajęciu Iraku USA i Izrael przeprowadziły kolejną fałszywą flagę – zamordowały libańskiego premiera Rafika Haririego. Winą obarczono Syrię. Prezydent Rosji Władimir Putin pozwolił na uchwalenie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, która zmusiła Syrię do opuszczenia Libanu. USA były już w Iraku i gotowe do inwazji – termin wyznaczono tak nierealny, jak to tylko możliwe.
Ku zaskoczeniu USA Baszar al-Asad wykonał rezolucję przed terminem i wycofał się z Libanu. USA przejęły wtedy rząd Libanu poprzez kolorową rewolucję.
Ale w Iraku napotkały problemy. Dla Syrii i Iranu było oczywiste, że są następne w kolejce. Iran dodatkowo osaczono politycznie rezolucjami ONZ pod pretekstem programu nuklearnego. Putin znów pomógł USA i przegłosował rezolucję.
USA postanowiły najpierw skupić się na Libanie zamiast na Syrii. Do tego wykorzystały Izrael.
Wojna libańska 2006
Izraelczycy bombardowali Gazę (jak zwykle), gdy Hezbollah przeprowadził operację w obronie Palestyńczyków – porwał kilku Izraelczyków na granicy i ostrzelał rakietami. To stało się casus belli do wojny z Libanem.
Wojna była bardzo niszczycielska – izraelskie bombardowania zrównały z ziemią dużą część południowego Libanu. Ku powszechnemu zaskoczeniu… Hezbollah wygrał. Jak później ujawnił Nasrallah, otrzymał tajne wsparcie od Syrii, która ostrzeliwała Izrael rakietami M600 i zapewniała radarowe pokrycie pola walki. Przekazała też Hezbollahowi kluczowy rosyjski system przeciwpancerny Kornet. Cała walka jednak leżała po stronie Hezbollahu.
Najbardziej dramatycznym momentem było użycie przez Hezbollah pocisku manewrującego C-802 do zatopienia izraelskiej korwety atakującej infrastrukturę Libanu. Nasrallah stał się sławny dzięki transmisji na żywo: kazał ludziom spojrzeć na morze i patrzeć, jak płonie wrogi izraelski okręt.
Izraelska piechota nie zdołała pokonać Hezbollahu – sama została pokonana.
To był problem. Minęło już pięć lat od 11 września, a obalono tylko Irak. Rząd Libanu zmieniono, ale Hezbollah nadal twardo kontrolował teren.
W Iraku pełnoskalowa insurekcja niszczyła amerykańskie siły lądowe. USA nie były przygotowane na taką sytuację. Spodziewały się armii i łatwego obalania rządów, a nie wysoko zmotywowanych partyzantów.
USA postanowiły odwrócić scenariusz i pożyczyć siłę od samej insurekcji.

Przekierowanie
USA dostrzegły kształtujący się sojusz – błędnie nazywany „szyickim półksiężycem” – biegnący od Iranu przez Irak, Syrię i Liban. Chciały go zniszczyć. Wojna w Libanie pokazała granice bezpośredniej, jawnej siły, więc wróciły do taktyki stosowanej przeciwko Związkowi Radzieckiemu: wykorzystania hord sunnickich ekstremistów.
Strategię tę opisał zaraz po wojnie libańskiej Seymour Hersh w „New Yorkerze” w tekście „The Redirection” – czyli przekierowanie insurekcji z powrotem na jej „źródło”, czyli szyicki półksiężyc.
Pierwszym testem był ponownie Liban – mało znany konflikt w obozie Nahr al-Bared, który trwał pełne 15 tygodni i zakończył się całkowitym zniszczeniem palestyńskiego obozu dla uchodźców. Większość taktyk później stosowanych przez terrorystyczne grupy kontrolowane przez USA zrodziła się właśnie w tej mało omawianej wojnie.
To przygotowało grunt pod ostateczny cios wobec Bliskiego Wschodu.

Arabska Wiosna (2010–2024)
Korzystając z WikiLeaks (które zdążyło się już uwiarygodnić) i charyzmy Obamy, USA uruchomiły Arabską Wiosnę od Tunezji. Kolejne rządy były obalane i zastępowane sunnickimi ekstremistami z Bractwa Muzułmańskiego.
Najgwałtowniejsze starcia miały miejsce w Libii i Syrii. Libia padła w rok. Syria zajęła aż 13 lat i całą siłę imperium amerykańskiego. Wciągnęła też Iran, Liban, Turcję, Rosję i Ukrainę. Asad na początku wojny powiedział, że wytrzyma 10 lat – wytrzymał 13. Upadek Syrii był nieco opóźniony i skomplikowany przez inne konflikty.
Libia upadła bez większego zewnętrznego wsparcia, ale skutki dla Europy, Afryki i jej mieszkańców były katastrofalne.
W szerszej perspektywie nikt jednak bezpośrednio nie powstrzymał USA. Obama zaatakował Syrię w 2014 roku – żadnej reakcji. Rosja, która wsparła Syrię, traciła samoloty – żadnej reakcji. Izrael bombardował Syrię, czasem bronią o ogromnej sile rażenia – żadnej reakcji, tylko ustępstwa.
Trump bombardował Syrię w 2017 i 2018 roku, chwaląc się, że pierwszy atak miał zabić Asada. Trump oszukał go podczas negocjacji. To nie moje słowa – Trumpa. Nic się nie stało.
Iran też nie siedział bezczynnie. Wspierał przejęcie władzy w Jemenie przez Ansar Allah (Huti), co doprowadziło do katastrofalnej wojny z Arabią Saudyjską. Wojna skończyła się patem, ale Huti przejęli kontrolę nad Morzem Czerwonym i cieśniną Bab al-Mandab. USA próbowały wszystkiego, żeby nie dopuścić tego konfliktu do swoich kalkulacji. Bez skutku – Jemen został.
W pewnym momencie tej wojny Jemen mocno uderzył w saudyjską infrastrukturę naftową. Trump chciał za to zaatakować Iran. Iran odczytał to jako blef i zapowiedział masową odpowiedź rakietową – Trump się wycofał.
Trump był jednak ośmielony poprzednimi działaniami i postanowił przeprowadzić pełną kampanię taktyki salami wobec Iranu.
Osobiście nadzorował zabójstwo Sulejmaniego 3 stycznia 2020 roku. Iran odpowiedział kilka dni później atakiem na bazę USA. Reakcja została uznana za niewystarczającą, choć Iran pokazał precyzję swoich rakiet.
Chamenei płakał nad męczeńską śmiercią Sulejmaniego – człowieka, którego uważał za najbliższego sobie i największy potencjał na przyszłego przywódcę Iranu – i złożył obietnicę. Obietnicę, którą Stany Zjednoczone w dużej mierze zapomniały lub zignorowały:
Atak na bazę USA to był tylko policzek. Prawdziwa zemsta za zabójstwo Sulejmaniego będzie usunięcie Stanów Zjednoczonych z całego Bliskiego Wschodu.

Ludobójstwo w Gazie (2023–)
Tymczasem Izraelczycy od 2022 roku nieprzerwanie bombardowali Gazę. W pewnym momencie ścięli całe kierownictwo PIJ – konkurenta Hamasu. Hamas wtedy nic nie zrobił. Uznano go za zdradziecki. Izraelczycy atakowali bez ostrzeżenia i równali całe budynki w odpowiedzi na kontrataki. To była brutalna epizoda, o której większość zapomniała: operacja Breaking Dawn 2022. Ustawiła scenę na to, co miało nastąpić rok później.
Pod koniec 2023 roku Izraelczycy planowali ściąć Hamas, a potem najechać Gazę i wypędzić jej mieszkańców do Egiptu. Hamas dowiedział się o tym i 7 października 2023 roku – w 50. rocznicę wojny z 1973 roku – rozpoczął operację Powódź.
Wynikiem była masakra, ale przetrwanie Hamasu i wejście Hezbollahu do wojny. Nawet Jemen dołączył…

Wojna z Iranem – część I
…jednak Iran nie wszedł do wojny. USA i Izrael odczytały to jako oznakę słabości. Postanowili kontynuować krojenie salami. Izrael już od dawna bombardował oficerów Irańskiej Gwardii Rewolucyjnej w Syrii (z pomocą Rosji). Postanowił eskalować i zbombardować aneks irańskiej ambasady, zabijając całego dowódcę operacji w Syrii.
Po raz pierwszy Iran odpowiedział na Izrael operacją Prawdziwa Obietnica 1. Izrael nie kontratakował od razu, ale wkrótce potem, przy pomocy Azerbejdżanu, zamordowano prezydenta Raisiego.
Izraelczycy nie skończyli i zabili Nasrallaha. Iran znów odpowiedział w ograniczony sposób. Hezbollah został zmuszony do zawieszenia broni, a następnego dnia Turcja zaatakowała Syrię.
Iran nie przyszedł Syrii z pomocą – podobnie jak Chamberlain wybrał pokój z tureckimi grabieżami terytorialnymi. W tym momencie Amerykanie i Izraelczycy uznali, że oś oporu jest skończona. Ja też tak myślałem. Strata Nasrallaha, a potem Asada sprawiała, że odzyskanie sił wydawało się prawie niemożliwe. Ale wiedziałem, że Chamenei nie składa obietnic, których nie zamierza dotrzymać. Jedna z ostatnich osobistych wiadomości Nasrallaha nadana libańskim stacjom brzmiała: zawsze ufajcie osądowi Chameneiego.
Trump doszedł do władzy i zaledwie sześć miesięcy po upadku Syrii Izrael i USA zaatakowały irański program nuklearny oraz ścięły jego kierownictwo. Odpowiedź Iranu była ograniczona, ale stanowcza. USA ujawniły swoją rolę dopiero na końcu, gdy przeprowadziły bardzo lekkie uderzenie na Iran, na które Iran odpowiedział równie lekkim – niszcząc amerykańskie łącze satelitarne.
Trump i jego doradcy odczytali to jako oznakę słabości. Jak wściekły pies, który zbyt wiele razy posmakował krwi, Trump postanowił spróbować szczęścia z bliższym i bardziej opłacalnym celem…
[Załączone zdjęcie 7]
Wenezuela (2026)
W upiornej paraleli z II wojną światową, zaledwie sześć miesięcy po wojnie z Iranem i w rocznicę zabójstwa Sulejmaniego, Trump najechał Wenezuelę i pojmał jej przywódcę. Jego siły oczywiście wsparły spiskowcy, którzy teraz rządzą krajem, ale jego doradcy mówili o Wunderwaffe – promieniach gojów i rozłącznikach. Całkowicie fikcyjna broń. Nie ma powodu sądzić, że Trump wątpił w ich istnienie.
Nikt – nawet Rosja czy Chiny – nie sprzeciwił się tej bezczelnej agresji Trumpa na Wenezuelę. Zwrócił wzrok ku Grenlandii i dostał kosza od własnych sojuszników. Trochę ugrzązł, więc postanowił atakować rosyjskie i irańskie statki – wiele przejął bez oporu, niektóre z pomocą Indii.
Wydawało się Trumpowi, że nikt nie może ani nie chce się sprzeciwić Stanom Zjednoczonym. W Waszyngtonie panował nastrój „wszystko wolno”, a Departament Obrony przemianowano na Departament Wojny.
Amerykański naród był w euforii. Widział wojnę jako coś szybkiego, łatwego i zyskownego. „Dlaczego nie?” – sygnalizowali ludzie pokroju NigFuentesa. Po prostu wejdź i zabierz to, co cudze, i zrób swoje.
Oczywiście, skoro świat ciągle tolerował Trumpa, tak jak tolerował Hitlera, nic nie mogło pójść źle… czy mogło?

Iran w dniu Purim (2026)
Jeszcze zanim rozpoczęła się operacja w Wenezueli, Trump gromadził siły na Bliskim Wschodzie. Ogłosił, że irański program nuklearny jest „zniszczony” (choć nie był), ale nadal chciał więcej. Chciał go całkowicie zlikwidować (ponownie?) i zmusić Iran do zniszczenia programu rakiet balistycznych – czegoś, czego Iran nigdy by nie zrobił.
Mark Levin, szalony syjonista, nieprzerwanie domagał się na Twitterze i w prywatnych rozmowach z Trumpem zabicia Chameneiego. Wszyscy, którzy mogli dać negatywną informację zwrotną, zostali odsunięci (np. Tucker Carlson) lub po prostu zamordowani (jak Charlie Kirk).
Początkowo Trump chciał od Iranu czegoś innego. Chciał „małego ataku” na Iran, na który Iran miałby odpowiedzieć równie małym kontratakiem. Nikt w USA nie wyjaśnił sensu tego posunięcia, ale staje się jasny, gdy spojrzeć przez pryzmat taktyki salami. USA chciały pełnoskalowej wojny z Iranem, ale na swoich warunkach, z Iranem w defensywie. Chciały stopniowo niszczyć irańskie zdolności obronne i wolę walki.
Iran na to nie poszedł. Chamenei przekazał Trumpowi jasny sygnał: wystrzelisz choćby jeden pocisk więcej na Iran, a będzie to pełnoskalowa wojna, której nikt nie zdoła kontrolować.
Trump został przekonany przez doradców, że to blef i wybrał najbrutalniejszą opcję – z zachętą J.D. Vance’a: zamordowanie Chameneiego.
Godzinę później zaczął się konflikt, który wciągnął wszystkie kraje Bliskiego Wschodu i grozi zniszczeniem całej światowej gospodarki.

Trzecia Wojna Światowa (2001–)
Wszyscy zgadzają się, że II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku inwazją Niemiec na Polskę. Ja twierdzę, że to błąd. Tak naprawdę zaczęła się trzy lata wcześniej – uruchomiona przez politykę ustępstw wobec Hitlera bez żadnych kontroli. To nie znaczy, że działania Niemiec były niewłaściwe: słusznie odzyskały kontrolę nad swoimi ziemiami. Sposób, w jaki to zrobiono, stworzył jednak u doradców Hitlera złe przekonanie o bezkarności.
Ustępstwa na każdym kroku stworzyły iluzję bezkarności, a ta iluzja doprowadziła do błędnych kalkulacji, które ostatecznie wywołały wojnę.
USA za Trumpa nadużyły negocjacji z Syrią już w 2017 roku, z zamiarem zabicia Asada. Choć plan spalił na panewce dzięki szczęściu, USA nie poniosły żadnej kary. To doprowadziło do zabójstwa Sulejmaniego, personelu ambasady, Raisiego, Nasrallaha, ścięcia irańskiego kierownictwa i wreszcie Chameneiego oraz większości irańskiej kadry wojskowej.
Przy takim precedensie bezkarności – co mogłoby zmienić spojrzenie USA? Absolutnie nic poza całkowitą klęską, która niestety będzie wiązała się z użyciem broni jądrowej i rozszerzeniem konfliktu na cały świat.
Gdyby Iran choćby rozważał zawieszenie broni, dopóki USA nadal są na Bliskim Wschodzie (czyli dopóki istnieje CENTCOM), USA wrócą do swojej strategii gradualistycznej – może za sześć miesięcy zaatakują Iran jeszcze zajadlej i z pełną inicjatywą. Iran jest w tej wojnie uwięziony.
A czy USA są? Też są. Jeśli USA upadną na Bliskim Wschodzie, wszystkie inne ich posunięcia, dokonane dzięki światowym ustępstwom, zostaną stopniowo odwrócone. Może Rosja w końcu odkryje odwagę i zestrzeli swoje samoloty zwiadowcze kierujące ukraińskimi atakami terrorystycznymi na jej terytorium? Może Chiny odważą się i pokojowo przejmą Tajwan tak, jak Austria połączyła się z Niemcami? Może zdrajcy, którzy przejęli Wenezuelę, poszukają lepszej oferty, a Chiny ją wyegzekwują?
Co gorsza – Izrael całkowicie kontroluje USA i nie może sobie pozwolić na utratę tej ochrony. Izraelski sen o ekspansji jest na respiracji, bo irańskie rakiety niszczą coraz więcej izraelskiej infrastruktury i siły wojskowej. Wyjście USA oznaczałoby jego koniec, dlatego prawdopodobnie użyje otwarcie broni jądrowej, gdyby do tego doszło. Czego USA nie chcą sygnalizować, bo konflikt znów wymknąłby się spod kontroli.
Ale obecna metastabilna sytuacja nie potrwa długo. Izrael najeżdża Liban, irańska infrastruktura krytyczna jest bombardowana, światowi kończy się paliwo, a USA kończą się konwencjonalne pociski dalekiego zasięgu.
Świat czeka na jeszcze jeden błąd, jeszcze jedną błędną kalkulację, jeszcze jeden arogancki ruch tego stulecia Hitlera, zanim pogrąży się w otchłani, z której nigdy nie wyjdzie pod tym słońcem.
A wszystko zaczęło się od jednego plasterka salami, odkrojonego w 2001 roku, tuż po fałszywej fladze 11 września.
/Koniec

Postscriptum
Gdy pisałem ten wątek, Trump oświadczył, że jest „wstrząśnięty” odpowiedzią Iranu, twierdząc, że nigdy nie przypuszczał, iż konflikt rozszerzy się geograficznie. Oczywiście skłamał we wszystkim innym, ale akurat tę reakcję przekazał prawidłowo. Paralele z II wojną światową stają się jeszcze głębsze.
Post-postscriptum: Przed chwilą znów ujawniła się mentalność wściekłego psa – kolejna ekspansja geograficzna.
/ Artykuł autorstwa Korobochki