w

TA DZIEWCZYNA UCZYNIŁA MNIE LEPSZYM…

Szukając siebie (jak pięknie to brzmi, tak filozoficznie) na facebooku (już mniej pięknie, mniej filozoficznie) odnalazłem post mojej licealnej Koleżanki (poznałem ją w liceum więc licealna). Dzięki temu, co napisała 7 lat temu o mnie, uświadomiłem sobie jakim jestem KRETYNEM! Jakim byłem i jestem.

Pomijając treść tamtego postu i komentarzy, kilka refleksji.

Pierwsza, upartość! Tak… byłem uparty jak osioł i niestety nadal jestem! Często nie dostrzegam, że naprzeciw mnie mam drugiego człowieka. Liczą się fakty i logika i mimo, że to istotne elementy, ponieważ na nich opiera się prawda, to najważniejsza w relacjach międzyludzkich jest miłość (w hebrajskim jest co najmniej kilka słów opisujących wiele rodzajów miłości, w polskim mamy jedno słowo). Wówczas we mnie tej miłości zabrakło i spieprzyłem naprawdę bardzo dobrą relację.

Nie dziwię się w ogóle, że nie chciała ze mną rozmawiać po tym wszystkim. Nie wiem o co poszło, ale na 100 procent zachowałem się kretyńsko.

Druga refleksja, moja Koleżanka uważała, że usunąłem ją ze znajomych, by nie mogła brać udziału w dyskusji o niej samej. Akurat to mało prawdopodobne. Zrobiłem to zapewne w gniewie. Zamiast pomyśleć, to jak głupek raptownie usunąłem Ją ze znajomych i zerwałem kontakt tym samym. Głupota!

Obecnie staram się najpierw pomyśleć, później robić, jest lepiej niż było. Już nie usuwam nikogo, nie stosuję blokad. To moja zasada: nie blokować / nie kasować. Byłem naprawdę głupi. Nadal jestem, ale chyba już nie tak.

Trzecia, wspomniała o mojej nieomylności. To coś, czego się uczę, tzn. przyjmowania argumentów i dawania sie przekonywać do czyichś racji. Wychodzi mi to coraz lepiej, ale Jej uwaga była jak najbardziej słuszna!

Czwarta, ostatnie zdanie posta, „powód: Kopczyk to idiota”. Zasłużone słowa. Najpewniej zraniłem niewinną Dziewczynę przez swoją głupotę. Zachowałem się wtedy jak idiota i jeszcze wiele razy po tamtych wydarzeniach. Gdybym tylko miał lustro, w które mógłbym spojrzeć.

7 lat! Przypadek, a może tak miało być… Dziękuję Ci moja Kolezanko (celowo tak, by zachować anonimowość, RODO i przyzwoitość) za tamten pojazd, który dopiero teraz do mnie dotarł.

A teraz historyjka, w której zachowuję się jak idiota.

To była lekcja matematyki. Moje być i nie być. Siedziałem w drugiej trzyosobowej ławce, pod oknem. Nauczycielka wyczytała ocenę końcową. Już wiedziałem, że posiedzę. Moja serdeczna Koleżanka zaczęła się śmiać. Zresztą ja też. Po chwili wyczytała Ją. Okazało się, że też siedzi. Oj… Wtedy to ja wybuchłem śmiechem. Jej do śmiechu nie było. Przeżywała to…

Teraz druga część. Rozdanie świadectw przez anglistkę, która także odpowiadała za nasze „wychowanie”. Kiepsko jej to wychodziło, mówiła sama do siebie, ale była niesamowicie sympatyczna.

Tym razem siedzieliśmy pod ścianą, trzy jednoosobowe stoliki poustawiane w trójki, na matmie Koleżanka siedziała w pierwszej, ja w drugiej. Teraz to ja siedziałem przed nią oparty plecami o ścianę, a ona za mną, że miałem ją po lewej.

Płakała… To nie był koniec świata, ale wtedy dla Niej świat się trochę zawalił. Chwyciła mnie za dłoń i powiedziała:
– Łukasz, trzymajmy się już razem zawsze. Obiecujesz?
– Dobrze. Obiecuję – odrzekłem.

A potem… spieprzyłem nie raz, a zakończenie i przejaw kretyństwa w moim wykonaniu macie powyżej.

7 lat… SIEDEM LAT… Niesamowite jak ten czas leci i dopiero musi minąć tyle lat, aby dostrzec swoją głupotę, dojrzeć coś w sobie, no bo tylko wtedy możemy się zmieniać na lepsze.

I najważniejsze! Uświadamiam sobie jak przez nasze ego możemy zniszczyć naprawdę piękne relacje z ludźmi, jak możemy zaprzepaszczać przyjaźnie, w niwecz obrać związki. Bo musimy mieć rację, bo nie możemy ustąpić, bo nie możemy wysłuchać drugiej osoby. Sam tego doświadczyłem i doświadczam.

Zawsze była dla mnie wyrozumiała, akceptowała mnie takiego jakim jestem, pomogła mi wiele razy, bardzo wiele! Wiele też razy się sprzeczaliśmy, różnice w patrzeniu na świat, ale nigdy nam to nie przeszkadzało, ponieważ kończyło się uśmiechem, a w przypadku spięcia, rychło się rozchodziło po kościach.

Przez te siedem lat przywoływałem Ją w opowieściach, rozmowach… Zawsze bardzo pozytywnie. W ostatnim czasie nawet znajomi zaczęli się ze mnie śmiać parodiując mnie „bo **********a powiedziała” – ilość gwiazdek przypadkowa. No i co roku pamiętam dzień jej urodzin, ale to chyba dlatego, że ta sama liczba dwa miesiące wcześniej wyznacza datę moich imienin.

Dziewczyna wywarła na mnie spory wpływ. Bardzo pozytywny. Nawet po SIEDMIU latach. Niezwykłe!

A i jeśli ktoś to czyta, kto zna imię Bohaterki, proszę o zachowanie poufności  

Ten tekst w pierwszej kolejności opublikowałem na prywatnym profilu na facebooku. Teraz dopiszę coś jeszcze, czego nie napisałem tam. Nie chciałem, aby to przeczytała, a tutaj mało kto to przeczyta z moich znajomych. Jeded akapit:

W pamięci mam Jej uśmiech i kiedy o nim pomyślę, gdy sobie o nim przypomnę, staję się bardziej ludzki. To Ona włożyła we mnie tę cząstkę, która zespoliwszy się z moim rdzeniem jestestwa, sprawiła, że łagodnieję kiedykolwiek tylko ujrzę przed oczami ten naturalny, szczery, pełen ciepła uśmiech. Będę jej zawsze za to wdzięczny

BĄDŹ RADYKALNY ALBO BĄDŹ NIKIM I WYBIERZ RELATYWIZM

ODPUŚCIĆ