w

JAK NAPISAĆ DOBRY KOMENTARZ?

Nie wiem.

Jednak wiem coś innego dzięki komentarzowi dołączonego do tego postu. Zgadza się! Sam ten komentarz napisałem. O ironio, sam siebie skłoniłem do refleksji. Posłuchajcie…

Przez ostatnie półtora roku błądziłem. Błądziłem już wcześniej, ale miałem mniej więcej wytyczony kurs, mogłem skupiać się na sobie, mogłem siebie odkrywać i się realizować, ale poznałem kobietę, której zaufałem. Dałbym sobie za nią rękę obciąć. I zgadnijcie… Dzisiaj nie miałbym ręki. Nawet dwóch. Skupianie na niej całej swojej uwagi, gdyż umiała tak robić, by uwaga była skupiona tylko na niej, doprowadziło mnie do tego, że sam siebie zatraciłem.

Nie umiałem być sobą. Bywały momenty, ale mimo wszystko, to były wyłącznie przebłyski mnie samego. Stałem się wycofany, mało kiedy żartowałem, cały czas zastanawiałem się, co ona zrobi, jak zareaguje (niebywale przewrażliwiona – to jej słowa o niej samej). Kiedy natomiast nie zastanawiałem się, co zrobi, to starałem się przebić przez mur gniewu, nienawiści, furii, a nie było spokojnego miesiąca. Ani jednego!

W takich warunkach człowiek się zatraca. Ja tego doświadczałem tylko przez 1.5 roku, inni byli w takich związkach przez 3 lata, nawet 5. Chodzi tu o relacje z osobami z borderline.

Więc zrezygnowałem z samego siebie na rzecz jej. Takie komentarze jak ten dołączony do postu były niemożliwe. Widzicie coś, przychodzi do Was jakaś myśl, chcecie coś powiedzieć bądź napisać, ale od razu przechodzi Wam na to ochota.

Teraz zostałem wreszcie od tego uwolniony. Niecałkowicie, ale w dużej mierze. I tak oto moja kreatywność z każdym dniem staje się większa. Mogę wyrażać siebie. Mogę być błyskotliwy. Mogę być zabawny. Mogę być wreszcie sobą!

I choć jest to bardzo proste, to dla mnie było czymś nieosiągalnym, mianowicie na pierwszym miejscu stawiać siebie. Tyle osób mi to mówiło, a ja tylko przytakiwałem „wiem, wiem”. Nie umiałem.

Swoją całą energię skupiałem tylko na toksycznej relacji, na załagadzaniu awantur, wybuchów złości. Nie miałem energii dla siebie.

Zdaję sobie sprawę, że to co piszę, to coś banalnego, coś oczywistego. Powiedzcie to jednak zakochanemu mężczyźnie, który nie patrzy na przeszkody, w dążeniu do tego, by zdobyć przysłowiowy szczyt dla swojej ukochanej. Dla mnie tym szczytem była pomoc jej, aby przestała wybuchać, zmieniać się o 180 stopni.

No i właśnie odzyskuję siebie. Po napisaniu tego komentarza zdałem sobie sprawę, że czegoś takiego, zabarwionego sarkazmem, nie napisałem od 1.5 roku. Teraz to się zmienia. Zaczynam każdego dnia wybierać siebie. Uczę się.

Oczywiście ktoś może przeczytać ten tekst i stwierdzić, że co on pier****… Okay… Przecież mógł zerwać, zrezygnować… Tak, mogłem to zrobić o wiele wcześniej. Tylko powiedzcie mi, czy rezygnujecie z kogoś, kogo kochacie? Mam w dupce mądre cytaty w stylu „ten kto kocha to pozwala odejść”. Brednie. Gdy widzicie, że ktoś ma poważne problemy, to w pierwszej kolejności chcecie pomóc… Jeśli kochacie… Owszem, trzeba znać moment, żeby powiedzieć STOP. Ja nie umiałem… Czas przeszły. Wreszcie potrafię!

Ten blog miał być o podróżach. Miało być dużo tekstów o Wietnamie, dużo zdjęć, filmów. Miało być… Wspomniałem o mojej ex-ukochanej. Byłem z nią w Wietnamie. Kiedy było dobrze i wreszcie siadałem i zaczynałem pisać lub montować, to wtedy zaczynało się piekło. Mogło być tylko na chwilę spokojnie. Tylko na chwilę… A potem… Potem wojna i armagedon z byle powodu. Dochodzenie do siebie. Ona umiała się szybko przełączać. Mnie to zajmowało nieco więcej czasu.

Z czasem więc te opowieści ulatywały, filmy pozostawały nie zmontowane, a ja powróciłem. O tym jeszcze napiszę…

Teraz zrobię tak: będę prowadził ten blog, a tych kilka około podróżniczych notek zostawię, reaktywuję to wówczas, gdy ponownie wyruszę. Do tego zaś czasu będę się z Wami dzielił różnymi opowieściami, refleksjami, doświadczeniami. Forma autoterapii, ale też odwiecznej chęci wyrażania się.

Jeszcze jedna kwestia. Publikowałem kiedyś teksty publicystyczne, głównie poświęcone otaczającej rzeczywistości, dokładniej szeroko pojętemu społeczeństwu. Były to komentarze, często bardzo długie i często wywołujące żywe dyskusje. Tego już nie chcę robić tutaj.

Owszem, fajnie być opiniotwórczym, ale do tego potrzeba bojowego nastawienia, a ja bojowo nastawiać się nie chcę. Może z czasem powoli, powoli zacznę komentować rzeczywistość, jak to robiłem kiedyś – tego nie wykluczam. W przyszłości.

Mój znajomy powiedział do mnie: „panie Łukaszu, utracił pan swoją waleczność”.

Nie utraciłem. Odnalazłem spokój, cierpliwość, dystans.

Natomiast jeśli chodzi o tytułowe pytanie, to nasuwa mi sie jedna odpowiedź, bardzo sarkastyczna, ale wtedy weźmiecie to za przejaw problemów na tle emocjonalnym, a nie za przejaw zdystansowanego poczucia humoru.

Więc krótko: szczerze, prawdziwie, bez krzty zazdrości, bo ludzie to wyczuwają. Takie komentarze zawsze są dobre. A co do komentarza z obrazka, jest to komentarz sarkastyczny, ale czy dobry?

ODPUŚCIĆ

CZEKAŁ NA TO SZEŚĆ LAT!