w

CO MYŚLĘ O MATURZE i O STUDIOWANIU?

Na uniwersytecie spędziłem kiedyś kilka chwil: raz, gdy chodziłem na wykłady filozoficzne dla licealistów, a dwa – nieco dłużej nawet, gdy musiałem skorzystać z kibla. Czas na opowieść…

Matury zdawać nie chciałem. Bo nie chciałem studiować. Na szczęście natrafiłem na @Kontestacja w liceum (Koczowisko Dekadencji – wcześniej) i usłyszałem, że ludzi, którzy mają w dupie ten system jest więcej niż tylko ja. Po kilku latach do zdawania namówił mnie znajomy ksiądz. Moim jedynym przygotowaniem było każdego dnia upranie niebieskiej koszuli ze Sklepu Kolonialnego @TheCejrowski, wzór GR-05. Raz egzaminatorka spytała, czy przyszedłem na plażę, odpowiedziałem: na egzamin, a gdzie jesteśmy? – zatkało ją. 

Po wyniki pojechałem kilka miesięcy później mając to gdzieś. Pojawiło się dziewięćdziesiąt kilka procent gdzieniegdzie – matematyki nie zdałem. Wiedziałem, że nie zdam i miałem to kompletnie gdzieś. I nadal mam. Po prawie dekadzie. Piorąc ręcznie koszulę przed egzaminem raczej nie przypomni się wzorów itd. 

W pamięci mam słowa mojego świętej pamięci Dziadka:

„Jest dużo ludzi wykształconych, ale mało mądrych”.

Moi znajomi po maturze mają robotę jaką mają, nie zazdroszczę im. Standard po prostu. 

Kiedy oni studiowali, ja pracowałem, byłem często sfrustrowany, kiedy oni byli studentami. Mnóstwo porażek i niepowodzeń. Świadomość, że do pewnych rzeczy, które chcę robić – jestem zbyt młody. 

Potem to oni zaczęli być sfrustrowani, że studia im się nie przydają, a ja zacząłem wykorzystywać zdobytą wiedzę z wielu obszarów zainteresowań. 

Dzisiaj to robię za pieniądze. 

Oni zaczęli racjonalizować, że studia dały im znajomości i dobre przeżycia. Ale mało kto z nich umiał wymienić choćby pięć osób ze studiów, z którymi utrzymuje do dzisiaj kontakt. 

I bym zapomniał: bez studiów też poznałem wielu ludzi i do dzisiaj utrzymuję kontakty. Ba! Nawet dalej poznaję i wiem, że to będą znajomości na lata. Może nawet przyjaźnie.

Wiadomo, taki system, że jeśli chcesz być lekarzem, prawnikiem, architektem itp. to musisz iść na te studia, ale w pozostałych przypadkach – nie musisz. Zwłaszcza dziś, gdy studia są bez większej wartości (nulla reguła est sine exceptione – dla głupków, którzy lubią czepiać się każdego przecinka).

Błędów nie zliczę, porażek tym bardziej, ale dzięki niestudiowaniu mogłem popełnić ich o wiele więcej. A to bardzo dobrze!

I jeszcze raz mój Wspaniały Dziadek:

„Jest dużo ludzi wykształconych, ale mało mądrych”.

PS: szukając pracy dwa razy zostałem spytany o maturę. Raz odrzucono moją kandydaturę. Była to korporacja.

CZY AKTEM PRAWNYM MOŻNA „ZLIKWIDOWAĆ” CHOROBY? – lek. Zbigniew Martyka

WSZYSTKO WOLNO, ALE NIE WSZYSTKO PRZYNOSI KORZYŚĆ