Wolność słowa to jedna z tych wartości, które wszyscy deklarują, a niemal nikt nie stosuje konsekwentnie.
Każdy jest za wolnością słowa — dla siebie. Dla swoich. Dla tych, którzy mówią rzeczy, które uważamy za dopuszczalne.
Problem z absolutyzmem
Absolutna wolność słowa nie istnieje w żadnym demokratycznym społeczeństwie i nigdy nie istniała. Zakaz fałszywej reklamy, mowy nienawiści, groźby karalne — to wszystko ograniczenia wolności słowa, które akceptujemy bez większego namysłu.
Pytanie nie brzmi więc: wolność słowa czy cenzura? Pytanie brzmi: gdzie postawić granicę i kto ją ustala.
To jest pytanie o władzę, nie o wartości.
Algorytm jako cenzor
Nową formą cenzury nie jest rząd zakazujący publikacji. Jest nią platforma decydująca o zasięgu. Twój post może być widoczny — ale niewidoczny dla nikogo. Shadow ban to cenzura z zaprzeczeniem.
To wygodniejsze niż zakaz. Nie ma czego podważyć w sądzie.
Kto naprawdę korzysta na debacie
Obserwuję, że najgłośniejsi obrońcy wolności słowa korzystają na debacie asymetrycznie. Prowokują, obrażają, dezinformują — i kiedy spotykają się z konsekwencjami, powołują się na wolność słowa.
To nie jest obrona zasady. To instrumentalizacja zasady.
Wolność słowa warta jest obrony. Ale warto wiedzieć, w czyim interesie jej bronisz.