Jak politycy przejęli dziennikarzy? Kiedy relacja zamienia się w układ? Przepustka do kariery albo prawda [wypowiedź: red. Rafał Dudkiewicz]

Jak politycy przejęli dziennikarzy? Kiedy relacja zamienia się w układ? Przepustka do kariery albo prawda [wypowiedź: red. Rafał Dudkiewicz]

Niebywale lubię słuchać Pana Redaktora Rafała Dudkiewicza. Z jednej strony słyszę, abym był bezkrytyczny wobec polityków, bo nie będą chcieli przyjmować moich zaproszeń. Wtedy sobie włączam Pana Redaktora i słyszę, jak krytycznie ocenia współczesne dziennikarstwo, podkreśla że dawniej zawód wymagał wszechstronnej wiedzy, ciągłego dokształcania i… dystansu wobec polityków, zauważa upadek standardów, w tym wpływ polityki oraz ukrytego sponsoringu na treści.

To oczywiście nie koniec. Zaciągając się papierosem, słucham dalej, a wtedy Pan Redaktor zwraca szczególną uwagę na…

…zmieniający się charakter relacji dziennikarzy z politykami – że kiedyś takie powiązania były rzadkie i wstydliwe, a dziennikarze unikali bliskich kontaktów z ludźmi władzy, dzisiaj zaś coraz częściej są one eksponowane, a wręcz stają się przepustką do kariery.

Gasząc papierosa, wiem, że to dobrze, iż nie zależy mi na przypodobaniu się komukolwiek. Tak kariery się nie zrobi prędko, lecz jeśli będę miał dzieci, a może nawet wnuki, to będą potomkowie moi mówić, że ojciec bądź dziadek nigdy się nie złamał, nie kłamał i zawsze mówił to, co myśli. To cenniejsze od fuchy w jakichkolwiek mediach.

A tak poza tym… Mamy Internet…

Transkrypcja:

Najgorsi są dziennikarze po dziennikarstwie. Dlaczego? Dlatego, że dziennikarstwo, a ja studiowałem w tym samym budynku, co był Wydział Dziennikarstwa, to zawsze była taka przybudówka Zrzeszenia Studentów Polskich, czyli w sumie ordynackiej. Wszyscy dziennikarze, którzy wówczas studiowali, czy też przyszli adepci dziennikarstwa, to tak naprawdę była młodzieżówka ówczesnego SLD, które już powstało. Najpierw to chyba było SDRP, a potem SLD. I taka jest prawa, to byli zawsze tacy ludzie, którzy gdzieś tam przy tych organizacjach partyjnych przede wszystkim robili karierę. I najlepsi dziennikarze są nie po dziennikarstwie.

Już nie pamiętam, po czym jest Bogdan Rymanowski, któremu bardzo wiele zawdzięczam, bo on mnie w sumie wprowadzał w zawód. Mam nadzieję, że teraz nie daję pocałunku śmierci Bogdanowi. Ale jest kilka osób, które zupełnie nigdy z dziennikarstwem nie mieli nic wspólnego. Na przykład Monika Olejnik. Różnie Państwo możecie Monikę Olejnika oceniać. Jest po weterynarii. Więc jakbyśmy tak prześledzili biografię tych największych tuzów dziennikarstwa w trzeciej RP, to chyba żaden nie jest po dziennikarstwie.

Dziennikarze… Ja lubię takiego człowieka, z którym mam kontakt i kiedyś chciałem, mam nadzieję, że jeszcze zdążę zrobić debatę. Z nim zrobiła taką bardzo ciekawą książkę Beata Modrzyjewska, Andrzej Bober. Andrzej Bober już na początku lat 90. miał taki program gospodarczy. Andrzej Bober, mimo że był człowiekiem dawnego systemu w dużym stopniu, bo pracował w pierwszoobiegowej prasie w okresie PRL-u, to to jest w ogóle człowiek bardzo ciekawy. I Andrzej w tej książce dużo rzeczy powiedział bardzo istotnych dla dziennikarstwa w ogóle polskiego. To znaczy dziennikarze dzisiaj są tumanami. Andrzej Bober zawsze to, co powtarzał, to mówił, dziennikarz musi czytać, czytać, czytać i jeszcze raz czytać.

I to ze wszystkich dziedzin, bo dziennikarz to jest trochę taki ignorant, który musi się wszystkim interesować i o wszystkim coś tam wiedzieć. Bo często jest tak, mi też się zdarzało w swojej działalności dziennikarskiej, że dostawałem temat, o którym bladego pamięci nie miałem, miałem tydzień na zrealizowanie i musiałem zrobić wszystko, żeby się nauczyć. Bo takie było wymaganie wówczas i ja dzisiaj sobie to bardzo chwalę. I tu znowu powiem pewien paradoks, że często to byli ludzie, którzy się jeszcze wywodzili ze starego systemu, którzy mi takie tematy narzucali i tego egzekwowali. Także w postaci na przykład klaudacji materiałów filmowych. Ja jeszcze pamiętam takiego Jaceldowskiego redaktora, którego miałem nad sobą, który liczył czasy strony i się oburzył, że biskup w jakimś materiale mówi mniej niż jakiś tam człowiek lewicy. To jeszcze byli ludzie, którzy byli zdolni do takich ochów.

Więc dzisiejsze dziennikarstwo to jest trochę pomieszanie z poplątaniem. Wiemy też Panie Grzegorzu z Pana Dźwiny, o kim mówimy. Jest taka osoba, która o tematach bliskich Panu się wypowiada, która ani z ekologią, ani z dziennikarstwem nie ma nic wspólnego. Ja czasami sobie tak czytam niektóre teksty, niektórych moich kolegów z tak zwanej branży i wie Pan, jakie czasami Pan i Państwo jakieś czasami u mnie budzi skojarzenie, że bym chciał zobaczyć ich przelewy z ostatniego roku albo pół roku. Bo czasami mam wrażenie, że obcuję z tekstami sponsorowanymi, tylko głęboko ukrytym sponsoringiem po prostu.

I to jest straszne i to jest bolesne. Dla mnie za przykład, tutaj się kompletnie z Panem Adrianem nie zgodzę, którego już nie ma. Ja uważam, że bardzo ważne na rynku europejskim są media publiczne. I kiedyś media publiczne to był pewien standard. To były pewne wymagania. To trzeba było zdobyć kartę radiową. To trzeba było się czegoś nauczyć i wykazać. To się naprawdę zaczynało od małych rzeczy przechodząc do dużych rzeczy.

Dziennikarze też mieli coś, co ja do dzisiaj mam w sobie i z tego się już nie wyzbędę. To znaczy pewien rodzaj, nawet daleki rodzaj, poza oczywiście pewną pierwszą ligą. No niechęć do zawierania bliższych kontaktów z politykami. Teraz jest odwrotnie. Teraz ktoś ląduje w jakiejś redakcji, ponieważ jest protagowanym konkretnego polityka. Proszę Państwa, to nawet w tych koszmarnych latach 90. i początku 2000. było nie do pomyślenia. Jeżeli takie sytuacje się zdarzały, a się zdarzały, to one były głęboko skrywane, bo one były wstydliwe. A dzisiaj często jest, było często tak, że ktoś przychodził i się wręcz chwalił, że on ma plecy u tego, czy tamtego. No to jest jakiś koszmar. To jest wstyd. Ja tak jeszcze postrzegam ten zawód.

Zobacz też

Powiązane wpisy

13.10.2026 · 33 min 21.09.2026 · 43 min 19.03.2026 · 16 min